Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów to osiemnasty film z serii o Kieszonkowych Stworkach. Czy kontynuuje serię słabych, ostatnich filmów Pokémon, czy może poziomem jest bliżej najlepszych produkcji?

Czy ktoś z nas nie zna jednej z Baśni tysiąca i jednej nocy pt. Cudowna lampa Aladyna? Śmiem wątpić, bo film Disney’a Aladyn jest jednym z popularniejszych, jeśli chodzi o dzieła tej wytwórni, w Polsce. Tym razem i ludzie ze studia Oriental Light and Magic odpowiadającego za anime Pokémon postanowili wykorzystać te orientalne wątki w swojej produkcji. I miejsce akcji, i bohaterowie są stylizowani na warunki bliskowschodnie – akcja dzieje się w Daharze, metropolii pośrodku pustyni, a tytułowy Pokémon – Hoopa – jest dżinem.

Przyznam, że siadałem do oglądania Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów bez jakichkolwiek oczekiwań i liczyłem na to, że spokojnie dotrwam do końca nie usypiając. Moje obawy były uzasadnione, gdyż momentami bardzo się nudziłem na ostatnich filmach, może poza Pokémon: Diancie i Kokon Zniszczenia, który był niezłym odwrotem od kilku poprzednich, moim zdaniem sporo gorszych produkcji spod szyldu Pokémon Movie.
Pokémon the Movie Hoopa and Clash of Ages

Początek był dość typowy, przedstawił nam tytułowego Legendarnego Pokémona – Hoopę w jego prawdziwej, pełnej formie – pokazując jednocześnie jego moc w starciach z innymi Mitycznymi Stworami, jak choćby Groudon, Kyogre, Reshiram, Zekrom czy Regigas. Co ciekawe Hoopa je wszystkie pokonuje, co potwierdza niestety niepisaną zasadę, że najsilniejszy jest ten Pokémon, o którym akurat jest film. W ogóle omówię dalej temat Pokémonów Legendarnych, bo w Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów mamy ich cały festiwal – jest ich dużo nawet jak na film.

Od początku film stara się pokazać tajemnicze, nadprzyrodzone wydarzenia w przystępnej formie. Scena, w której Baraz zabiera Butelkę Zamknięcia i cały fakt jego opętania przez mroczną moc jest przedstawiony bardzo mało wyraziście. Jest to chyba spowodowane tym, że filmy Pokémon celują raczej w młodszego widza i nie posuwają się tak daleko, jak inne animowane produkcje z Japonii. Niemniej jednak cały wątek dotyczący mistycznej, złej mocy jest zrobiony dosyć ciekawie. Przejawia się tu wspomniany na początku wątek lampy z dżinem – tutaj lampa zwana Butelką Zamknięcia – nie więzi dżina, ale tylko pełnię jego potężnej mocy. Oszczędzę jednak Czytelnikom spoilerów fabularnych.
Pokémon Hoopa i starcie wszech czasówChespin

Błędy fabularne w Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów są właściwie powtórzeniem tych z poprzednich produkcji. Zaliczyć należy do nich: przewlekłość walk czy wielokrotne wykorzystanie deus ex machina – nagłego ratunku znikąd. Rozumiem, że scenarzysta chce dodać nieco dramaturgii, ale przy takim natężeniu tego zabiegu efekt jest wręcz odwrotny. Niekiedy wręcz można zacząć spodziewać się niespodziewanego.

Jeśli chodzi o zalety scenariusza, to przede wszystkim warto wspomnieć o wartkości akcji. Film zupełnie mi się nie nudził. Mimo ponownego wykorzystania motywu pościgu, tym razem jest on stosunkowo krótki. Do tego mamy sporo retrospekcji dających odskocznię od głównej akcji, a wciągających nas w atmosferę wydarzeń.

Bohaterowie w filmie ponownie działają według schematu Ash i Pikachu – tytułowy Mityczny Pokémon – postaci kluczowe dla fabuły – przyjaciele Asha. Główny duet anime Pokémon i w filmie Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów imponuje entuzjazmem i wiarą w moc przyjaźni. Ash jak zwykle jest w stanie pokonać największe przeszkody, aby uratować sytuację. Zaś jego przyjaciel, Pikachu, nie odstępuje trenera na krok i jest gotów ratować chłopaka z Alabastii z każdych tarapatów.

Akurat w tym filmie moim zdaniem dobrze wypada postać Pokémona tytułowego. Hoopa jest trochę dziecinny i bardzo niesforny. Do tego niezły z niego zgrywus. Poproszony o wodę wylewa na bohaterów całe oczko wodne z pobliskiego Centrum Pokémon. Wątek Hoopy moim zdaniem jest całkiem udany. Właściwie to całą sytuację z mroczną mocą można zrozumieć bardziej metaforycznie – jako starcie z własną mocą i złymi skłonnościami. Zostawia to nam nieco szersze pole rozważań niż większość, na ogół płytkich, filmów z serii.
Pokémon Hoopa i starcie wszech czasów4

Nowi bohaterowie pojawiający się w filmie wypadają słabo. Mimo dobrego początku z każdą chwilą tracą nie tylko na znaczeniu, ale i na kolorycie. Baraz z opętanego młodzieńca staje się tylko twórcą mitycznego artefaktu. Melay w drugiej połowie filmu jest prawie niewidoczna.

Towarzysze Asha, którymi w tym filmie są oczywiście Serena, Clemont i Bonnie również wpisują się w schemat. Realną rolę odgrywają tylko we wstępie. Dodatkowo czasami mają odkrywcze spostrzeżenia, ale ich faktyczne znaczenie jest nikłe, minimalne.

Ogólnie plejada bohaterów nie powala. Głównie błyszczy tu duet Asha i Hoopy. Ash może z pewnością poszczycić się swoją odwagą i ambicją. Hoopa zaś jest bardzo sympatycznym stworkiem, obdarzonym nietypowymi umiejętnościami i interesująca, opartą na baśni historią.

Powyżej pisałem, że Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów to niemal wystawa Mitycznych Stworków. Pojawia się ich tam czternaście. Trzeba przyznać, że to imponująca liczba. Niestety nie wszystkie mogą błysnąć w jednym filmie i ostatecznie jakąkolwiek rolę odgrywa tylko piątka spośród nich. Resztą śmiało dałoby się wymienić na inne Legendarne Pokémony. Na pewno takie natężenie Pokémonów z legend i mitów dla niektórych będzie gratką. Innych zaś przekona o tym, że to pokazówka. Niezależnie od oceny warto odnotować jako zaletę, że mało który z nich mówi. Gdyby było inaczej może zamiast starcia wszech czasów mielibyśmy legendarną awanturę.
Pokémon Hoopa i starcie wszech czasów2

Muzyka skomponowana przez Shinjiego Miyazaki w wielu wypadkach jest stylizowana na melodie arabskie. Moim zdaniem to ten cały orientalizm jest mocną stroną filmu. Jako odskocznię od tego, co na ogół serwuje nad świat Pokémon mamy tu piaski pustyni i dżina z Baśni tysiąca i jednej nocy. Sprawia to, że możemy wreszcie trochę bardziej skupić się na świecie przedstawionym, a nie jedynie na pojedynczym Mitycznym Pokémonie. Uważam to za krok w dobrym kierunku względem poprzednich części serii, niewiele pod tym względem oferujących.

Grafika nigdy nie była słabą stroną filmów Pokémon. I w produkcji o Hoopie aspekty animacji stoją na wysokim poziomie. Wszystko jest płynne, a efekty specjalne robią wrażenie. Można by się przyczepić najwyżej do tego, że projekty nowych postaci raczej nie powalają. Są co prawda wpasowujące się w otoczenie, ale nie zapadają w pamięć. Nie wyróżniają się.
Pokémon the Movie Hoopa and Clash of Ages

Dodajmy kilka słów o polskiej wersji dubbingowej, na podstawie, której powstała recenzja. Jak już od lat przygotowało ją studio SDI Media Polska. Nie ma powodów do czepiania się dubbingu. Bohaterów grają ci sami aktorzy, którzy robią to w anime, a ich gra jest na wysokim poziomie. Nowi bohaterowie też nieźle trafili z obsadą. Tłumaczenie jest w porządku. W filmie mamy tylko jedną piosenkę – jest to tyłówka pt. Nikt mnie nie zna tak jak ty, wykonywana przez Magdalenę Tul. Jak zwykle nasza wersja jest nawet lepsza od oryginału.

Nadszedł czas na to pytanie: czy warto obejrzeć film Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów? Moim zdaniem, nawet mimo licznych błędów, warto. Prawdą jest, że produkcja powtarza większość błędów poprzedniczek. Z drugiej strony w kilku aspektach ma nad nimi przewagę. Po pierwsze świat ukazany w filmie osiemnastym zdecydowanie bardziej przyciąga swoją egzotyką, odejściem od tego, co w anime zwykle widzimy. Po drugie Hoopa wśród Pokémonów Mitycznych, które w poprzednich filmach miały główne role wyróżnia się własną osobowością. Jasne, nie jest to postać wielopłaszczyznowa, ale zdecydowanie jest krokiem naprzód.

Ostrzegam jednak przed huraoptymizmem. Film faktycznie jest trochę lepszy poprzedników, ale szczerze mówiąc przynajmniej cztery poprzednie filmy nie są mocną konkurencją (może poza trochę lepszym z Diance). Generalnie większość błędów typowych dla marki Pokémon Movie nadal tu występuje, z tym, że w mniejszym stopniu.

Podsumowując: Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów jest wart sprawdzenia, ale raczej dla większości, zwłaszcza starszych widzów, będzie on jednorazową przygodą, a nie czymś do czego się wraca, nawet po latach.

Zobacz też nasz dział: Pokémon: Hoopa i starcie wszech czasów.

Pokémon Hoopa i starcie wszech czasów - recenzja filmu
Zdziwiłeś się?!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here